Foto wykonano w kuchni Autorki w marcu 2025 roku

Obraził się na mnie, kiedy wyjechałam na kilka miesięcy. Podobno nie ma poczucia czasu. Ma jednak poczucie dbania o niego. Zwracania na niego uwagi. Dogadzania mu. To z pewnością!

W każdym razie, kiedy jesienią wróciłam, wyglądał niby dobrze, ale…Kolory nie te, turgor nie ten i żadnego, najmniejszego kwiatka! A zostawiłam go w „dobrych rękach”, w pióropuszu fioletu, z liśćmi lśniącymi ciemnym szmaragdem…

No dobrze, obraził się. Wiem, przyzwyczaił się w czasie pandemii do mojej stałej obecności. Ale od tego czasu minęło kilka lat. Więc pomyślałam, że to jego obrażanie znudzi mu się szybko. Troskliwie przeniosłam go do kuchni pod okno, gdzie słońce pieściło go delikatnie, nie narzucając się, nie irytując. Podlewałam skrupulatnie („dobre ręce” robiły to również, zgodnie z zostawioną przeze mnie instrukcją), zaglądałam, zagadywałam, wypatrywałam, a on nic! Żadnej oznaki radości. Zieleń z tych absolutnie przeciętnych, że niby wszystko ok, ale nie jest ok. I domyśl się! I zrób coś! To przecież twoja wina!

Postanowiłam przetrzymać, dać mu czas, przekonać go, że mi na nim zależy i że go nie opuszczę (mam już następny bilet i znowu wyląduje w „dobrych rękach”, ale o tym na razie nie musi wiedzieć). Przesadziłam w większą doniczkę, pozwoliłam kotce go głaskać, muskać wąsami. Wiem, że to lubi. Któż nie lubi, kiedy zwraca się na niego uwagę. Fiołek nie jest wyjątkiem.

I w końcu, po kilku miesiącach troszczenia się, przemawiania słowami, które nie tylko fiolki lubią, kiedy straciłam już nadzieję, na to, że wśród listków ujrzę maleńkie, ciemnofioletowe, pękate pączki…któregoś dnia schylam się, zakładam okulary, patrzę…Są!

Trochę mi głupio: przecież go oszukałam. Wiadomo, że wyjadę znowu. Ale w końcu zrobiłam to dla naszego dobra. Zmarnowaliśmy kilka miesięcy na jego bezsensowną kwiatową obstrukcję. A mogliśmy się cały ten czas cieszyć sobą, wyśpiewywać odę do fiołkowej radości, upajać się tym kolorem z samego lewego krańca mojego spektrum widzenia. Szkoda czasu. Po co się nadymać. A jeśli się już nadymać drogi Fiołku, to na chwilę i odpuścić temu swojemu botanicznemu ego!

PS: Nie wiem jednak dalej, jak go przekonać, że co prawda zawsze do niego wrócę, ale stale przy nim siedzieć nie będę!