
#Deerfield Beach
Alice przeglądała z zaciekawieniem periodyk „The Ladies’ Home Journal”. Zawsze znajdowała w nim coś ciekawego. Tym razem, a był wrzesień 1923 roku, na stronie 19tej mały pastelowy domek…
Alice Butler miała 22 lata, kiedy w 1906 roku wyszła za mąż za Jamesa Dallasa Butlera. Ona z Ohio, on z Georgii. Poznali się w Teksasie „u wód” (nie tylko Europejczycy lubili tę formę spędzania czasu), ślub wzięli na platformie wagonu w Teksasie (wcale nie z powodu jakiegoś pospiechu!). Na południowo wschodnią Florydę przyjechali w kilka lat później w odwiedziny do jego siostry. Deerfield liczyło kilkuset (obecnie 86 tysięcy) mieszkańców. Miało jednak ogromny przywilej: mieszczący się w maleńkiej budce urząd pocztowy, gdzie można było załatwić wszystko, włącznie z aktem własności ziemi. I stawała tu słynna kolej Florida East Coast Railroad łącząca północ stanu z południem, z Miami. Nie wiem, co sprawiło, że zamiast jechać do Oklahomy, gdzie James dostał dobrą pracę, zostali…
Kiedy Alice zatrzymała wzrok na rysunku przedstawiającym uroczy piętrowy, przytulnie ogarnięty w prawie kwadrat domek, byli już z Jamesem Dallasem zamożnymi ludźmi, właścicielami uprawnej ziemi, na której cały rok rosły pomidory, ogórki, fasolka szparagowa, dynie i ananasy, dostarczane koleją do spragnionego, zwłaszcza zimą, świeżych warzyw i owoców Nowego Jorku czy Chicago. Żyli wygodnie, ale skromnie. Byli aktywnymi obywatelami. Im zawdzięcza Deerfield pierwszą bibliotekę publiczną. Sponsorowali tzw. małą ligę, młodych sportowców. Przede wszystkim jednak myśleli już wtedy, a zrealizowali to potem, o utworzeniu funduszu dla dzieci, które po ukończeniu miejscowej publicznej szkoły średniej chciały dalej studiować. Ten fundusz przyznaje stypendia po dziś dzień i znam kilka osób, starszych i młodszych i zupełnie młodych, które z niego korzystały lub korzystają!
Wracamy jednak do magazynu dla pań domu. Kolejna szybka decyzja i w 1924 roku państwo Butler wprowadzili się do pastelowego domu. Kosztował $10 tysięcy, sumę niemałą. Alice mościła gniazdko, kupowała meble, w tym piękny komplet wiklinowy z wytwórni w pobliskim Boca Raton, która po dziś dzień istnieje. Przedsiębiorstwo, któremu zlecili budowę, też nadal prosperuje. Wszystkie meble, oprócz stołu, o czym dalej, w dalszym ciągu zasiedlają pastelowy domek.
W niecałe dwa lata potem przyszedł „florydzki” chrzest państwa Butlerów. Huragan czwartej kategorii zwany później „Great Miami Hurricane”. Uderzył bezpośrednio na Miami, o godzinę jazdy samochodem od domu państwa Butlerów. Zrujnował to na co mu wyssana z ciepłego oceanu energia pozwalała i potoczył się gniewem wiatru i chłostającego deszczu na północ, w kierunku Deerfield.
W domu Butlerów zadzwoniły szyby. Potem zaczęły się w jakiś absurdalny sposób wyginać, aż w końcu okno w jadalni po prostu roztrzaskało się i woda chlusnęła ze straszną silą do środka. Dębowe podłogi pokryła natychmiast kilkucentymetrowa warstwa wody. Przytomny i zaradny pan domu i przebywający w gościnie panowie szybko przystawili do okna stół. Niewielki stół na sześć osób. Uszczelniono okno dywanem spod niego i wydawało się, że wszystko jakoś ogarnięto, kiedy z sufitu zaczęła się lać strumieniem woda. Alice, tak opowiadała później, była przekonana, że „puścił” dach. Dach pokryty grubymi, ciężkimi dachówkami, przybitymi kilkucalowymi gwoździami! Pobiegła na górę, do sypialni. Okazało się, że to „tylko” okno. Dach wytrzymał. Dom wytrzymał. Dębowe podłogi z Ohio wytrzymały. Do dziś!
Dużo później, już jako wdowa, Alice Butler przekazała ukochany dom towarzystwu historycznemu: Deerfield Beach Historical Society. Dzięki tej decyzji przetrwał, a ja mogłam stanąć w niewielkiej jadalni przy stole nakrytym na sześć osób modną w dwudziestych latach XX wieku porcelaną Bavaria o niezwykle różowym, drobnym różanym wzorze, dotknąć stuletnich, zapraszająco wygiętych krzeseł i wyobrazić sobie, jak je wtedy we wrześniu 1926 roku pospiesznie odsunięto, żeby blatem zakryć okno o roztrzaskanych szybach i nie wpuścić do pastelowego domku huraganowej bestii…