#Floridaiguanas
#iguanas

Naprawdę spadają! Niech tylko temperatura w nocy zejdzie poniżej 9 stopni C, wtedy rano, kiedy słońce jeszcze nie ogrzewa, leżą na chodnikach, podjazdach, zwisają z drzew. Wyglądają na martwe, ale…nimi nie są. Iguany, zwane po polsku legwanami zielonymi.

Te dinozaurowate gady o jasno zielonym, ale w okresie godowym kolorowym, pysznym, pomarańczowym (to samce), zabarwieniu, nie lubią zimna. Często wieczorem leżą na asfalcie mało uczęszczanych dróg osiedlowych. Wysysają ostanie krople ciepła przed chłodną nocą. Iguany widzą ultrafiolet, to pozwala im kontrolować własne nasłonecznienie, ładowanie baterii. W przeddzień chłodnej nocy we wszystkich lokalnych mediach uprzedza się, zwłaszcza tych nieobytych ze zjawiskiem, że będą spadać! Razem z komunikatami otrzymujemy podręcznikowe rady co robić, albo raczej czego nie robić.  

Otóż najlepiej zostawić taką martwo wyglądającą, przymarzniętą, zakrzepłą w ruchu iguanę sobie. Poranne słońce obudzi ją z odrętwienia. Nie dotykać, nie podnosić. Zwłaszcza nie wynosić do śmietnika! Wiem, że to brzmi zabawnie (nie dla iguan), ale niektórzy biorą je za martwe i natychmiast usuwają!

Iguany zawitały na Florydę z Karaibów. Jako pasażerowie na gapę, jako egzotyczne zwierzątka domowe (!). Doskonale pływają sterując w wodzie długim giętkim ogonem, który działa, kiedy potrzeba, jak bicz, jak rażąca broń. Prężne gadzie nogi niosą je błyskawicznie po lądzie i drzewach. W cieple radzą sobie świetnie, aż za dobrze, bo rozmnażają się z niebywałą szybkością, ale jak wszystkie zimnokrwiste nie znoszą chłodu. Nie są uważane za zwierzęta rodzime, raczej za coś, co określane jest nuisance species, czyli gatunek „niepożądany”. Można się ich „pozbywać” i nie będę wchodzić w sposoby. Niemniej jest ich ogromna ilość wszędzie na południu i odławianie nie ma sensu. Na szczęście to nie pytony, które od kilku lat zawłaszczyły sobie połacie Everglades i wyżerają tam co się da, włącznie z niewielkimi florydzkimi jelonkami, które są pod ochroną! Iguany wyglądają jak prehistoryczne gady, mają do półtora, dwóch metra długości i tylko trochę wyobraźni trzeba, żeby zobaczyć je w większych proporcjach jako dinozaury! To mnie w nich pasjonuje. Mam zawsze wrażenie, że zmniejszyła je zmiana sytuacji. Ssaki poszły w górę, gady w dół…Nigdy nie zobaczymy, co będzie dalej 😉
Niektóre, zwłaszcza samce w okresie godowym, przybierają rozmaite kolory w tonacji pomarańczowej. Wyglądają wspaniale w bogactwie godowych szat. Puszą się na gałęziach drzew potrząsając ubranymi w kolce grzbietami i fałdem skórnym na podgardlu. To wygląda groźnie! Walczą o samice zadając razy długim umięśnionym ogonem, przelewając gadzią krew, czasem do ostatniej jej kropli. Nie mogę powiedzieć, że je lubię, ale są…a mam zasadę, że jak są, to trzeba się z nimi jakoś dzielić przestrzenią, i powtarzam to sobie nawet wtedy, kiedy obgryzają mi kwitnącą głębokim amarantem bugenwillę…Choć nie raz wychodzę ze szczotką i w świadomie bezsensownym wysiłku usiłuję je odgonić.