Usłyszałam to
wołanie, kiedy podchodziłam do jednego z placów Poitiers stromą uliczką, którą
brukowano właśnie kamienną kostką, przywracając jej średniowieczny wygląd.
Byłam zmęczona nie tyle suchym gorącym wiatrem, ile emocją oglądania katedry. Tak,
można być zmęczonym pięknem, bajką przeszłości. Wnętrze mnie wchłonęło. Kolumny
z zachowanymi głośnymi kolorami romańskości. Średniowiecze lubowało się w
kolorach, w zdecydowanych, ostrych barwach.
– Jak myślisz, czemu
tak się dzieje? Cyntia patrzyła jak spokojnie i w poczuciu całkowitego luzu
układam w kolejności, swojej własnej, graniasto szlifowane szaro różowo przeźroczyste
agaty, z których miał za chwilę powstać mój drugi naszyjnik własnej roboty.
To, że przewodniczki
po ONZ, UN guides, zużywały pięć par butów rocznie, wyczytałam w New
York Times sprzed sześćdziesięciu lat, w jednym z artykułów o „błękitnych
dziewczynach”. Szperałam w materiałach z tego czasu intensywnego rozrastania
się Organizacji Narodów Zjednoczonych, głównie o kolejne państwa afrykańskie
wyzwalające się spod kolonializmu, w zupełnie innym celu.